sobota, 25 sierpnia 2012

Być kimś

Każdy maluch chce być kimś. To oczywiste. Małe dziewczynki pragną być księżniczkami, królewnami, wróżkami w pięknych sukniach. Z chłopcami jest podobnie z tym, że oni pragną być robotami, supermenami itp. Antek również lubi być kimś. Czasem jest duchem, uwielbia być pieskiem czy kotkiem, ale najbardziej chyba lubi być którymś z członków rodziny. 
Czasem zakłada kapcie wujka i mówi: jestem wujkiem. Innym razem (ku mojej rozpaczy) moje szpilki i stwierdza: jestem mamą. Gdy założy czapke dziadka, oczywiście jest dziadkiem. Bywa oczywiści babcią, a nawet kilkumiesięczna Gabrysią po  tym jak zapakuje sie do jej fotelika samochodowego. Ale najbardziej lubi być Olusiem. Zakłada czapkę Olka i jest  Olusiem. Właduje się do jego łóżka i już jest Olusiem, albo zakłada jego plecak oczywiście plecak go przeważa ale co tam najważniejsze, że jest Olusiem. Oczywiście zawsze budzi przy tym powszechną wesołość bądż wsciekłość w zależności co wpadnie w jego łapki.
Oczywiście nie byłam zaskoczona, gdy któregoś dnia po powrocie z pracy Tosiek wybiegł do mnie z okrzykiem: patrz mamo, jestem mamą! z dumą prezentując mi pomalowane na niebiesko paznokcie u nóg i rąk. 


Słowniczek czyli jak zrozumieć trzylatka:
- jechaj - rower,
- jobot - robot,
- jopata - łopata,
- bachan - bałwan
- chapy - farby
cdn

niedziela, 19 sierpnia 2012

Samoobrona (?)

Z pluciem to było tak:
Któregoś dnia mój sąsiad wpadł na "genialny" pomyłs zrobienia ogniska. Oczywiście dzieciaki były zachwycone. Perspektywa pieczonych kiełbasek i ziemniaczków spowodowała niesamowitą radochę wśród dzieciaków. Wszystkie rzuciły sie do zbierania suchych gałązek na kupkę, w celu rozpalenia ogniska. Wszystkie poza moim Antkiem. Antoni oczywiście zamiast układac gałązki i patyczki w kupkę, począł je roznosić po całej łączce. Na nic moje prośby, tłumaczenia, nawet groźby. Wszystko na nic. Mój sąsiad patrząc na moje nieudolne starania wytłumaczenia małemu uparciuchowi o co w tym wszystkim chodzi, postanowił wziąc sprawy w swoje ręce.
Antek miał wtedy dwa latka, był mały jak na swój wiek, z resztą do tej pory jest dość mały, a sąsiad - kawał chłopa. Nachylił się do młodego tak, że ich twarze znajdowały sie na takiej samej wysokości. Po czym zaczął mu tłumaczyć dość intensywnie, wymownie przy tym gestykulując. Nie wiem ile młody z tego zrozumiał, ale gapił się na Krzyśka conajmniej tak, jakby zobaczył kosmitę. Obserwowałam tę scenę razem z kilkoma innymi znajomymi. Trwało to chwilkę, kiedy nagle nagle młody pochylił sie odrobine do przodu, po czym splunął. Ślina trafiła... chyba nie musze pisać gdzie?
Wstyd mi było jak nie wiem co, niestety wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to dopiero początek wybryków, małego łobuza...