poniedziałek, 24 września 2012

żeby kózka nie skakała

Olek złamał palec. Ten od "powitań" z tym, że u lewej ręki. A jak do tego doszło. To wszystko wina mojej mamy(hehe), bo wpadła na pomysł, żeby kupić chłopakom piłki rehabilitacyjne. I własnie zabawa na takiej piłce skończyła się tak jak się skończyła, czyli złamanym palcem środkowym lewej ręki u Olka. 
Siedzieli obaj na piłce Antek z tyłu Olek z przodu. Antek ciągnął Olka, aż w końcu ten stracił równowagę i obaj upadli do tyłu. Antek uderzył głową w kant łóżka Olek zaczepił palcem. Nie wyglądało to poważnie, jednak pojechaliśmy na pogotowe. Złamanie ze skręceniem. Szyna gipsowa i do kontroli do ortopedy.
W wyznaczonym terminie poszliśmy do ortopedy. Ponownie dostaliśmy skierowanie na prześwietlenie palucha, więc udaliśmy się rentgen. Olek ma już 9 lat więc nie weszłam z nim do sali prześwietleń, ale jak usłyszałam, że ma zdjąć buty trochę mnie to zdziwiło. No ale cóż, lekarz chyba wie co robi. 
Na zdjęcie czeka sie kilka minut, więc grzecznie czekaliśmy. Po chwili pan doktor przyszedł i powiadomił nas, że zdjęcie trzeba powtórzyć.
Zdziwiłam się dlaczego? Ponieważ prześwietlono nie tę kończynę - powiedział pan doktor pokazując mi siekorwanie. Na skierowaniu było napisane "śródręcze prawe" . Pomyślałam w pierwszej chwili, że pomylili ręce bo złamany palec był u lewej!!!!!! ręki!!!! Ale nie! zrobiono mu prześwietlenie stopy nie dłoni...

słowniczek czyli jak zrozumieć trzylatka:
- dołcha - głowa,
- buś - brzuch,
- misiami mata - szmata z misiami, a dokładniej mówiąc ulubiona pieluszka - przytulanka,
- jujec Pacha - wujek Paweł,
- tatobuś - autobus,
- pecioje - przedszkole, cdn

czwartek, 6 września 2012

Każdy ma jakiegoś bzika

Każdy ma jakiegoś bzika,
Każdy jakieś hobby ma,
A ja w domu mam chomika,
Kota, rybki oraz psa.

To fragment piosenki, którą spiewałam jak byłam mała. I teraz tak mi się przypomniał, gdy moje dziecko zaczęło znosić do domu różnego rodzaju paskudztwa z zamiarem hodowania ich. Mimo iż po naszym mieszkaniu kręcą się niezliczone ilości kotów to jednak chęć posiadania własniego zwierzątka zwyciężyła Tolka.
Przyszedł raz z podwórka z biedronką na palcu i oświadczył, że będzie ją  hodował: karmił, pilnował i oczywiście się z nią bawił. Ha, nie śmiałam nawet pytać co rozumie oprzez "bawić się".  Tak więc biedronka miała stać sie naszym nowym domownikiem. 
Antek bardzo zaaferowany był swoją zdobyczą. Nosił ją, pokazywał, oczywiście cały czas z zamiarem jej hodowania. Trwało to do czasu, aż biedronka spadła mu z palucha i potoczyła się w bliżej nieokreślonym kierunku. Oczywiscie się już nie odnalazła. Rozpacz nie trwałą długo, bo jeszcze tego samego dnia przytaszczył do domu gasienice.Te z kolei spotkały się z moim gwałtownym sprzeciwem w związku z czym wróciły tam skąd przyszły.
Po gasienicach przyszła kolej na ślimaka. Niestety i  ślimaka nie czekało ciepłe przyjęcie. Starałam się Tośkowi wytłumaczyć, że slimaki mieszkają na trawce i najlepiej czują sie na podwórku itd. Ale on i tak wiedział swoje. Pomyślałam więc, że dam sobie spokój a slimak i tak jakimś cudem opuści nasz dom. 
Nie czekałam długo. Antek po kilku minutak wyszedł z pokoju i oznajmił, że ślimaka  nie ma. Pytam - jak to nie ma? gdzie go dałeś?
- Nie ma. Poleciał - oznajmił Antek.
- Ale dziecko jak poleciał? przecież slimaki nie latają ! stwierdziłam z oburzeniem.
- Ale ten poleciał.... z beztroską oznajmił Antek. Domyśliłam się, że ślimak najzwyczajniej w świecie został wyrzucony za balkon.

środa, 29 sierpnia 2012

Babcia wie najlepiej

To wydarzenie miało miejsce dość dawno, ale mam nadzieję, że babcie które to przeczytają wezmą sobie do serca...
Antek miał wtedy niewiele ponad rok. Pojechaliśmy do babci z wizytą. Babcia jak babcia chciałaby jak najlepiej dla swoich wnucząt, szczególnie je nakarmić. Tak więc babcia nagotowała gar zupy buraczkowej, żeby dzieciaczki miały co jeść. A tak swoją drogą zastanawiam się ile maluchów tak naprawdę lubi zupę buraczkową hmmm ja znam co prawda jednego, który lubił ale juz mu przeszło;). W porze obiadku postanowiła nakarmić zupką Antosia. Próbowałam tłumaczyć, że Antek nie jada zup, bo ich zwyczajnie nie lubi. jedyną zupą jaką toleruje jest rosół z dużą ilościa makaronu. Poza tym od jakiegoś czasu jadał już sam więc ja ograniczałam się tylko do postawienia mu talerza z jedzeniem pod nosem.Oczywiście oburzona babcia stwierdziłą: "no jak dziecko może nie jeść zup! i co ja mu wmawiam, że on jadł nie będzie!!." Antek nie należy do niejadków, a że zup nie lubi... cóż. Dałam sobie spokój z próbą przekonania upartej babki, bo doskonale wiem, jak reaguje moje dziecko na coś czego nie lubi. 
Tak więc babcia zabrała się za przygotowania do karmienia. Zawiązała młodemu śliniak, nalała zupki do talerzyka i zaczęła: "aaaam Antosiu..."
Nieświadomy i już dość głodny Antek rozdziawił paszcze i łyżka z zawartością buraczkowej powędrowała do buzi.
Cały czas obserwowałam minę Tośka, no przecież zupa zła nie była a dzieciak wcale nie musi wybrzydzać a wręcz odwrotnie powinien jeść co mu dają.
Tuż po tym jak młody zamknął buzie, zrobił wielkie oczy, jego policzki się wydeły jak u chomiczka, po czym...  wszystko co miał buzi z głośnym błeee wylądowało na jasnej bluzeczce babci.....
Nie muszę już chyba dodawać, że babci odechciało się karmić młodego...;)

niedziela, 26 sierpnia 2012

Jeszcze o pluciu

Nie ma się czym chwalić, Antek to pluja i koniec. Ktoregoś dnia, gdy jak zwykle poszłam go odebrać z przedszkola. Pani przedszkolanka (nie pierwszy chyba raz) zwróciła mi uwagę, że Antek pluje dzieci. Lecz tym razem było coś jeszcze. Pani przedszkolanka - pewnie poraz kolejny próbowała wytłumaczyć młodemu, że to nieładnie pluć dzieci, i że tak nie wolno. A Antek jak Antek odpowiadał z przekorą, że ładnie, i że wolno. Pani go zapytała:
-Antoś czy w domku ktoś Cię pluje?
-Tak, mama - miało odpowiedzieć moje dziecko...

sobota, 25 sierpnia 2012

Być kimś

Każdy maluch chce być kimś. To oczywiste. Małe dziewczynki pragną być księżniczkami, królewnami, wróżkami w pięknych sukniach. Z chłopcami jest podobnie z tym, że oni pragną być robotami, supermenami itp. Antek również lubi być kimś. Czasem jest duchem, uwielbia być pieskiem czy kotkiem, ale najbardziej chyba lubi być którymś z członków rodziny. 
Czasem zakłada kapcie wujka i mówi: jestem wujkiem. Innym razem (ku mojej rozpaczy) moje szpilki i stwierdza: jestem mamą. Gdy założy czapke dziadka, oczywiście jest dziadkiem. Bywa oczywiści babcią, a nawet kilkumiesięczna Gabrysią po  tym jak zapakuje sie do jej fotelika samochodowego. Ale najbardziej lubi być Olusiem. Zakłada czapkę Olka i jest  Olusiem. Właduje się do jego łóżka i już jest Olusiem, albo zakłada jego plecak oczywiście plecak go przeważa ale co tam najważniejsze, że jest Olusiem. Oczywiście zawsze budzi przy tym powszechną wesołość bądż wsciekłość w zależności co wpadnie w jego łapki.
Oczywiście nie byłam zaskoczona, gdy któregoś dnia po powrocie z pracy Tosiek wybiegł do mnie z okrzykiem: patrz mamo, jestem mamą! z dumą prezentując mi pomalowane na niebiesko paznokcie u nóg i rąk. 


Słowniczek czyli jak zrozumieć trzylatka:
- jechaj - rower,
- jobot - robot,
- jopata - łopata,
- bachan - bałwan
- chapy - farby
cdn

niedziela, 19 sierpnia 2012

Samoobrona (?)

Z pluciem to było tak:
Któregoś dnia mój sąsiad wpadł na "genialny" pomyłs zrobienia ogniska. Oczywiście dzieciaki były zachwycone. Perspektywa pieczonych kiełbasek i ziemniaczków spowodowała niesamowitą radochę wśród dzieciaków. Wszystkie rzuciły sie do zbierania suchych gałązek na kupkę, w celu rozpalenia ogniska. Wszystkie poza moim Antkiem. Antoni oczywiście zamiast układac gałązki i patyczki w kupkę, począł je roznosić po całej łączce. Na nic moje prośby, tłumaczenia, nawet groźby. Wszystko na nic. Mój sąsiad patrząc na moje nieudolne starania wytłumaczenia małemu uparciuchowi o co w tym wszystkim chodzi, postanowił wziąc sprawy w swoje ręce.
Antek miał wtedy dwa latka, był mały jak na swój wiek, z resztą do tej pory jest dość mały, a sąsiad - kawał chłopa. Nachylił się do młodego tak, że ich twarze znajdowały sie na takiej samej wysokości. Po czym zaczął mu tłumaczyć dość intensywnie, wymownie przy tym gestykulując. Nie wiem ile młody z tego zrozumiał, ale gapił się na Krzyśka conajmniej tak, jakby zobaczył kosmitę. Obserwowałam tę scenę razem z kilkoma innymi znajomymi. Trwało to chwilkę, kiedy nagle nagle młody pochylił sie odrobine do przodu, po czym splunął. Ślina trafiła... chyba nie musze pisać gdzie?
Wstyd mi było jak nie wiem co, niestety wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to dopiero początek wybryków, małego łobuza...

piątek, 17 sierpnia 2012

Małe fascynacje

Wściekła dziś jestem jak nie wiem co! Polskie koleje to skandal. To już nawet do telewizji się to nie nadaje! Pracę jaką mam taką mam. Teraz jeżdżę z przesiadką, mam na to całe 5 minut w dobrym układzie jak pociąg się nie spóźni, co oczywiście graniczy z cudem! No i właśnie dziś ten cud nie nastąpił, nie zążyłam się przesiąść pociąg pokazał mi ogon! Paranoja no! 
Właśnie pociąg - pocion - pocioć - fascynacje mojego trzylatka. Kocha pociony w każdym wydaniu. Małe, duże, zabawkowe, obrazkowe, osobowe, towarowe.  W swoim czasie jedyne strony w internecie, jakie przeglądałam to były strony z "pocionami". Teraz męczy mnie, żeby mu rysować "pociony". Pocion równa się banan na twarzy. 
Jakiś czas temu, zabrałam młodego na wycieczkę pocionem, ależ była radocha. 
Mina młodego - bezcenne :D
Puszył sie jak paw. Ale oczywiście nie obeszło się bez pokopania wspólpasażera. Dzięki Bogu go nie opluł
.... a o pluciu bedzie innym razem.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Jak (nie)tłumaczyć

Antek, pewnie jak wiele dzieci uwielbia jeżdzić samochodem. Chętnie wsiada do auta, do swojego fotelika, nawet pozwala się zapiąć w pasy. Niestety problem pojawia się w trakcie jazdy, gdy mały zdejmuje pasy. Próbowałam wielu sposobów, by mu wytłumaczyć, że tak nie wolno, że to może być niebezpieczne, itd itp. Niestety żadne moje tłumacznia nie skutkowały. Mały zdejmował pasy nadal. I chociaż nie jestem zwolenniczką straszenia dzieci stwierdziłam, że nie ma już wyjścia. Oczywiście żadne  Baby Jagi, Czarwonice, Baboki nie wchodziły w grę. Wyśmiałby mnie, więc powiedziałam mu tak: Jesli będziesz zdejmował te pasy to zobaczysz, kiedyś pan policjant Cię zabierze!
Niedługo potem zatrzymał nas patrol policji (tak de facto poraz pierwszy odkąd mam prawo jazdy czyli jakies 12 lat :D). Kontrola oczywiście rutynowa, przecież ja jeżdżę zgodnie z przepisami:) -  pan policjant na motocyklu           z mrugającymi światełkami. 
Pierwsza moja myśl: Antek, jaka będzie jego reakcja.
Ku mojemu zaskoczeniu, wręcz wielkiemu zdzieniu, młody nie wpadł w płacz, nie było żadnej histerii. Odwrotnie.
- Mamo czy to ten pan policjant mnie zabierze??!! na motor ??!! - młodemu zaświeciły się oczy na widok motocykla.
A ja - załamka totalna.
i weź tu bądź mądrym ....

słowniczek czyli jak zrozumieć trzylatka:
- meto - mleko,
- siupta - zupka,
- totet - kotlet,
- tanapta - kanapka,
- tubasia - kiełbasa,
- fitki - frytki - cdn
....dziś tak z menu

środa, 15 sierpnia 2012

jak w kawale...

Kilka dni temu wpada Antek do domu z płaczem, pytam:

- Co sie stało dziecko??
- Uderzyłem się... - odpowiada
- Ale gdzie?? - próbuję dowiedziec się coś wiecej.
- Na podwórku - młody ciągle buczy, a ja nie wiem co się stało, pytam więc dalej
- Ale w co?? 
- W dom....
i bądź tu mądrym i dogadaj się z trzylatkiem...

pisanie czas zacząć...

Mój maluch dziś pojechał do babci (mam nadzieję, że będzie tam tak grzeczny jak w domu;). Ja będę mieć oczywiście kilka dni świetego spokoju, ale prawdę mówiąc nie wiem, czy to taki spokój. Pewnie wciąż się będe zastanawiać czy czegoś nie zbroił. Nooo a broić to on potrafi. Dziś na szczęście udało się i nic szczególnego nie nawywijał, ale generalnie jest tak, że dzień bez psocenia to dzień stracony.

To może na początek jakaś krótka historyjka z życia Tolka. A w zasadzie z naszego wspólnego życia.
Antek ma starszego brata - Olka. Olek w tym roku w maju szedł do pierwszej  komunii. Któregoś dnia szykowalismy sie do kościoła, ponieważ moje starsze dziecko jest wyjątkowo powlolne zmuszona byłam juz je poganiać. Gdy byłam juz gotowa krzyknęłam: Olusiu buty ubieraj nie mamy już czasu! W tym momencie, mając juz jeden but na nodze Olek się skrzywił. - Mamo tam jest mokro!
- Jak mokro, dziecko?!
- No mokro, mamo! Wzięłam drugi but to ręki i.... coś się z niego wylało. Oboje byliśmy w szoku co się stało? Olek oczywiście nie wiedział.
Antoni, który cały czas obserwował nasze zmagania i nerwowe przygotowywania do wyjścia, zaczął się smiać - jak zwykle gdy coś zbroi - szyderczym śmiechem.
Popatrzyliśmy na niego oboje - Co tam wlałes??!! zapyatłam. - Nic - odpowiedział - nasikałem tam....

Słowniczek czyli jak zrozumieć trzylatka:
- potuto - podwórko,
- Tupa - jego kolega Kubuś,
- jujeć - wujek,
- pita - piłka
cdn

coś tytułem wstępu

....jak nie zwariować z trzylatkiem? Wbrew pozorom nie mam zamiaru prowadzenia kącika porad. Wrcęcz przeciwnie - chętnie się dowiem co zrobić by nie zwariować z takowym:) Mój trzylatek jest wyjątkowo absorbujący i włąśnie jemu chcę poświęcić większość tego bloga.

Szkrab, jak mówi jeden z moich znajomych - truteń nosi wdzięczne imię Antoni zdrobniale - Antek, Antoś, Tosiu, Toluś, Tolek, Tońciu, Tolo. Uroczy blondynek z rózkami, które trzeba codziennie piłować. Czasem bywa niedowytrzymania, ma główkę pełną pomysłów, niesamowitych wręcz i nieprzeciętnych. Pomyślałam zatem, że fajnie by było spisać jego psoty - i nie tylko jego ale o tym innym razem:)

Mam nadzieję, że znajdę czas na pisanie:)