To wydarzenie miało miejsce dość dawno, ale mam nadzieję, że babcie które to przeczytają wezmą sobie do serca...
Antek miał wtedy niewiele ponad rok. Pojechaliśmy do babci z wizytą. Babcia jak babcia chciałaby jak najlepiej dla swoich wnucząt, szczególnie je nakarmić. Tak więc babcia nagotowała gar zupy buraczkowej, żeby dzieciaczki miały co jeść. A tak swoją drogą zastanawiam się ile maluchów tak naprawdę lubi zupę buraczkową hmmm ja znam co prawda jednego, który lubił ale juz mu przeszło;). W porze obiadku postanowiła nakarmić zupką Antosia. Próbowałam tłumaczyć, że Antek nie jada zup, bo ich zwyczajnie nie lubi. jedyną zupą jaką toleruje jest rosół z dużą ilościa makaronu. Poza tym od jakiegoś czasu jadał już sam więc ja ograniczałam się tylko do postawienia mu talerza z jedzeniem pod nosem.Oczywiście oburzona babcia stwierdziłą: "no jak dziecko może nie jeść zup! i co ja mu wmawiam, że on jadł nie będzie!!." Antek nie należy do niejadków, a że zup nie lubi... cóż. Dałam sobie spokój z próbą przekonania upartej babki, bo doskonale wiem, jak reaguje moje dziecko na coś czego nie lubi.
Tak więc babcia zabrała się za przygotowania do karmienia. Zawiązała młodemu śliniak, nalała zupki do talerzyka i zaczęła: "aaaam Antosiu..."
Nieświadomy i już dość głodny Antek rozdziawił paszcze i łyżka z zawartością buraczkowej powędrowała do buzi.
Cały czas obserwowałam minę Tośka, no przecież zupa zła nie była a dzieciak wcale nie musi wybrzydzać a wręcz odwrotnie powinien jeść co mu dają.
Tuż po tym jak młody zamknął buzie, zrobił wielkie oczy, jego policzki się wydeły jak u chomiczka, po czym... wszystko co miał buzi z głośnym błeee wylądowało na jasnej bluzeczce babci.....
Nie muszę już chyba dodawać, że babci odechciało się karmić młodego...;)