Każdy ma jakiegoś bzika,
Każdy jakieś hobby ma,
A ja w domu mam chomika,
Kota, rybki oraz psa.
To fragment piosenki, którą spiewałam jak byłam mała. I teraz tak mi się przypomniał, gdy moje dziecko zaczęło znosić do domu różnego rodzaju paskudztwa z zamiarem hodowania ich. Mimo iż po naszym mieszkaniu kręcą się niezliczone ilości kotów to jednak chęć posiadania własniego zwierzątka zwyciężyła Tolka.
Przyszedł raz z podwórka z biedronką na palcu i oświadczył, że będzie ją hodował: karmił, pilnował i oczywiście się z nią bawił. Ha, nie śmiałam nawet pytać co rozumie oprzez "bawić się". Tak więc biedronka miała stać sie naszym nowym domownikiem.
Antek bardzo zaaferowany był swoją zdobyczą. Nosił ją, pokazywał, oczywiście cały czas z zamiarem jej hodowania. Trwało to do czasu, aż biedronka spadła mu z palucha i potoczyła się w bliżej nieokreślonym kierunku. Oczywiscie się już nie odnalazła. Rozpacz nie trwałą długo, bo jeszcze tego samego dnia przytaszczył do domu gasienice.Te z kolei spotkały się z moim gwałtownym sprzeciwem w związku z czym wróciły tam skąd przyszły.
Po gasienicach przyszła kolej na ślimaka. Niestety i ślimaka nie czekało ciepłe przyjęcie. Starałam się Tośkowi wytłumaczyć, że slimaki mieszkają na trawce i najlepiej czują sie na podwórku itd. Ale on i tak wiedział swoje. Pomyślałam więc, że dam sobie spokój a slimak i tak jakimś cudem opuści nasz dom.
Nie czekałam długo. Antek po kilku minutak wyszedł z pokoju i oznajmił, że ślimaka nie ma. Pytam - jak to nie ma? gdzie go dałeś?
- Nie ma. Poleciał - oznajmił Antek.
- Ale dziecko jak poleciał? przecież slimaki nie latają ! stwierdziłam z oburzeniem.
- Ale ten poleciał.... z beztroską oznajmił Antek. Domyśliłam się, że ślimak najzwyczajniej w świecie został wyrzucony za balkon.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz